Mam problem - a raczej miałem, dopóki płyta główna nie poszła z dymem...
Wczoraj rano włączyłem komputer. Działał on normalnie, tak jak zwykle. Nic dziwnego nie zauważyłem w każdym razie.
Po jakiejś godzinie użytkowania sprzęt sam się wyłączył - tzn. momentalnie odcięło się zasilanie. Nie był to zanik napięcia w sieci - to jest pewne.
Najgorsze w tym wszystkim było to, że nie chciał załadować BIOS-u. Musiałem wyjąć bateryjkę z płyty głównej, odczekać chwile i włożyć z powrotem. Zadziałało!
Wyłączyłem system i wróciłem po godzinie. Próbowałem włączyć komputer - to samo, BIOS nie startował, a dioda monitora migała (tryb oszczędny) pomimo iż normalnie zamknąłem system. Ponownie wyjąłem bateryjkę, włożyłem z powrotem, skonfigurowałem BIOS tak jak był zawsze i załadowałem system... Posiedziałem 5min i... komputer sam się wyłączył. Ponownie wyjąłem baterie, włożyłem, skonfigurowałem BIOS - tym razem podkręcając procesor o 0,4GHz gdyż myślałem, że jest to wina zbyt małego napięcia na procesorze albo coś... w każdym razie ustawiłem takie parametry:
mnożnik: x19
napięcie CPU: 1,5V
częstotliwość: 3,8Ghz
Dodam, że jest to już testowana konfiguracja! Już na takiej częstotliwości owy procesor działał przez długi czas... jakieś 5 miesięcy temu.
System załadował się prawidłowo, odpaliłem test Prime95 i poszedłem na obiad, gdy wróciłem zastałem komputer wyłączony lecz co mnie zdziwiło MIGAŁA DIODA NAPIĘCIA NA OBUDOWIE.
Próbowałem coś z tym zrobić ale przycisk ON/OFF nie reagował. Przytrzymywałem go - nic, wciskałem raz - nic... Dobra, wyłączyłem zasilacz 'pstryczkiem' z tyłu obudowy.Odczekałem kilka sekund i włączyłem z powrotem. Wcisnąłem przycisk ON/OFF na obudowie i... kondensator na płycie głównej wystrzelił jak głupi!! Kondensator ten znajduje się na lewo od procesora - tuż przy portach zewnętrznych płyty głównej. Od razu wyłączyłem komputer z sieci by sprawdzić co się stało... Licząc, że to nic poważnego spróbowałem włączyć komputer (co wymagało ponownego resetu BIOS-u), załadowałem system i po 2 minutach(?) komputer sam się wyłączył tak jak to było za 1, 2, 3... razem.
Nie wiem co dalej, rozebrałem komputer na części by ocenić straty.
Karta graficzna, procesor i RAM na 99% nie zostały uszkodzone - działały przy ostatnim uruchomieniu i nie mają usterek mechanicznych. O dyskach nie wspomnę - nic im nie jest - to oczywiste.
Płyta główna ma spalony kondensator i tylko tyle... Zasilacz wygląda w porządku - nie śmierdzi, działa normalnie, nie nagrzewa się...
Nie martwi mnie dlaczego kondensator wybuchł - pewnie było zbyt ciepło albo za duże napięcie poszło ze względu na podkręcenie procesora i przeciążenie Prime95. Martwi mnie natomiast to, co jest przyczyną samoistnego wyłączania się komputera wraz z resetem BIOS-u za każdym razem!? Tutaj pytania do Was... Czy mogła być to wina zasilacza? Czy zasilacz ma coś wspólnego z BIOS-em? Czy wymiana płyty głównej na nową rozwiąże problem? Co zrobilibyście w mojej sytuacji? Proszę o rozsądne odpowiedzi od poważnych ludzi.
Z góry dzięki za pomoc, pozdrawiam!
Specyfikacja komputera:
- Płyta Główna: MSI 770-G45
- Procesor: AMD Phenom II x4 965 BE 3,4GHz (potem OC do 3,8GHz)
- RAM: OCZ Technology 4GB DDR3 1333MHz Platinum Low Voltage
- Karta Graficzna: Sapphire Radeon HD 5850 1GB
- Zasilacz: OCZ Technology StealthXStream 700W
- Chłodzenie CPU: Corsair H50
- Obudowa: Fractal Design Define R3
- 8 wiatraków w obudowie - wszystkie możliwe opcje
- 2x HDD, 1x SSD - nieistotne








