Teatr jak wszystko miał swoje dobre, syte początki w których ludzie chodzili by obejrzeć coś, czego nie zobaczą nigdzie indziej, czyli scenę ubraną w tekturowe ozdoby, często ręcznie malowane, i grę aktorów.
Teraz widocznie działa to na innej zasadzie, ludzie idą do kina by nażreć się popcornu i przy okazji obejrzeć film totalnie bez sensu, przesłania, film łatwo przewidywalny. Wiem, bo sam tak robie
Powiedz gdzieś w podstawówce czy gimnazjum słowo "teatr" to Cie zwymyślają, oplują, obśmieją i nie sprzedadzą wiecej koki. No chyba że jest to wymagany spektakl na lekcję języka polskiego, w takim wypadku z opuszczonymi głowami i zapasem max powerów z biedronki ruszają w ciche zadupie.
Nie mówie że to źle, lubie kino bardziej niż teatr, to chyba zrozumiałe, płaczę natomiast nad dzisiejszymi filmami, które nijak się mają do "filmów roku", przykład ? Avatar, kilka animacji, niebieskich smerfów, skąpo odzianej dziewczynie (tu akurat nic do zarzucenia nie mam) a film zrobił furorę, pewnie sporo osób oglądając go, używało opinii innych żeby być w tej samej grupie docelowej i nie zostać znienawidzonym przez maniaków ogoniastych wyblakłoniebieskich stworków latających na myszkach. (Mofis i Celdur mnie zaraz zabiją, trudno).
Myślę że powinienem coś tu dodać, ale nie dodam.